My, ja czy ty

∞∞∞∞∞∞∞∞∞

Prawie jak My (tylko inaczej)
Siedząc w fotelu, przyglądał się jej pochłoniętej niechętnie odchodzącą nocą. Niedbale związany warkocz rozsypał się już prawie całkiem. Pasma jasnych włosów opadały łagodnie na piękną, długą szyję. Poza tą pełną marzeń głową i zarysem nagich ramion tuż nad kołdrą, nic nie było widać. Otulona szczelnie pościelą, zawsze rozpychała się w łóżku. Jeszcze niedawno przyciągała go tam do siebie miękkimi ramionami, gdy zmieniała pozycje. Budziła go tym każdej nocy kilkakrotnie, ale do niedawna nie przeszkadzało mu to wcale. Potem nie umiał zasnąć, bo jej łokieć wbijał mu się w żebra, jej kolano ciążyło mu za bardzo na udzie, a czasem oddychała za blisko jego szyi i tak nieprzyjemnie gorąco robiło mu się w tym miejscu. Myślał wtedy, że to naturalne, gdy się dzieli łóżko z kobietą. Znosił dzielnie te niedogodności jeszcze do niedawna. Czasem, kiedy naczytała się strasznych historii kryminalnych budziła się w środku nocy z tłukącym się w piersi sercem, a potem, niby to przez przypadek, wzdychała za głośno, żeby on też nie spał, żeby nie czuć się samotnie w mroku. I to wytrzymywał.
Kiedy wchodziła do łazienki, gdy mył zęby i rozczesywała włosy, które spadały na umywalkę, podłogę, dywanik łazienkowy, a potem jak gdyby nigdy nic całowała go w policzek i wychodziła, a on przez te włosy nie mógł się już skupić na szczotkowaniu zębów. Przez te włosy, co były w odpływach, na wannie, na swetrach i poduszkach miał ochotę zmienić adres zamieszkania, ale uśmiechał się tylko i nic nie mówił. Kiedy nie czekała, aż on zamknie drzwi wejściowe na klucz, tylko wolnym krokiem kierowała się w stronę wyjścia z budynku, on czuł się taki porzucony z tym wielkim obowiązkiem, gniewał się na nią, ale nic nie mówił. Kiedy ona po raz kolejny chciała oglądać głupie programy w telewizji przy śniadaniu albo znowu puszczała te okropnie smutne piosenki, a jego aż przechodziły dreszcze z tej tandety, chciał rzucić komputerem o ścianę, ale powstrzymywał się. Czasem kłóciła się wściekle, mówiła wtedy zbyt głośno, zbyt dużo, zupełnie nieskładnie, chciałby jej zamknąć usta pocałunkiem i ugryźć ją w język, jeśli ona sama nie potrafi, ale pomijał te wrzaski milczeniem.
Zimą zaczęła popłakiwać wieczorami, kładł jej wtedy głowę na kolanach i całował po rękach. A ona płakała i płakała, i słuchała tych okropnie smutnych piosenek. I dryfowała gdzieś zupełnie poza jego zasięgiem. I zamykała sie coraz szczelniej w tym okropnie smutnym świecie, a on nic nie mówił i wytrzymywał, bo myślał, że wszystko dla niej zniesie. Mówiła mu, że jest nieszczęśliwa, że zbyt mało jej, że nadchodzi straszna apokalipsa dla nich dwojga i tak bardzo pragnęła, by ją z tego wyciągnął silnym ramieniem, do którego tuliła się w mrokach nocy. Chciała u niego wyprosić wybawienie z tej opresji, chciała od niego przenoszenia gór i zatrzymania czasu. On całował jej na rękach słowa przprosin i głowę znowu miał obolałą od natłoku jej wymagań, przez które cierpiał na niestrawność, bezsenność i nostalgię. Zamiast ją wyciągać na powierzchnię- poddał się wreszcie. Zaczął tonąć razem z nią. W tym wielkim morzu ciszy, którą uzbierał, z przemilczanymi wyrzutami przywiązanymi do kostek. Ich miłość jeszcze gdzieś tam wysoko na spokojnej toni wody błyszczała w słońcu, ale wiedzieli już oboje, że jej nigdy więcej nie dotkną, że już jej nigdy więcej nie zaczerpną powietrza.
Siedział na tym fotelu i rozmyślał tak o niej śpiącej, nieświadomej tej wielkiej katastrofy, która miała mieć zaraz miejsce. Nie widział w niej już nic wyjątkowego, nic pociągającego, nic fascynującego. Nic ciekawego w tej dziewczynie, której widok do niedawna cieszył go jak spadająca gwiazda, która spełniała wszytskie jego życzenia. Zagryzał zęby w męczarniach znosząc jej delikatną obecność i wszystko to, co jeszcze niedawno uznawał za słodkie drażniło go jak dźwięk pocieranego o szkło styropianu. Nie był z tych, co pocieszają się wspomnieniami, więc nic sobie nie powiedział. Podszedł do lustra i spojrzał sobie głęboko w oczy. Poczuł, że więcej nie zniesie, że nie wytrzyma. Nagle zrobiło mu się zimniej, zbledł, lekko zapadły mu się policzki. Nie było już drogi powrotnej.
Gdy stał tam przed lustrem dobiając konającą w bólach miłość, ona nie spała już od kilku minut. Patrzyła na niego, przytulając dłonie do opuchniętej po nocy buzi. Uśmiechnęła się mdło, a po jej policzku potoczyła się pierwsza łza tego dnia. Od niedawna płakała już codziennie. Wzięła głęboki oddech, wpychając powietrzem kłębiące się w gardle słowa głębiej do środka. By przeczekać jeszcze ten dzień, tę noc, może jeszcze tydzień trzeba przeczekać. Tłumaczyła sobie wytrwale, że trzeba im czasu, że to wszystko się jakoś ułoży. Myśl, że mogliby przestać budzić się obok siebie była przecież tak niedorzeczna. Nikt tak do niej nie pasował i przy nikim nie czuła się tak swobodnie. Jeszcze nie tak dawno przecież. Wyśmiała więc te głupie pomysły o rozstaniu, a potem uparcie przywoływała miłe wspomnienia.
Słyszano ich jeszcze tego samego dnia, jak kochali się namiętnie, a przecież dawno się nie kochali, więc można to było brać za dobrą monetę. Kochał ją z zamkniętymi oczami i niecierpliwie. Kochał ją mocno, ale krótko. A kiedy już oboje przeżyli małą śmierć, musnął jej usta swoimi ustami i uciekł z pościeli, jakby zrobił coś bardzo, bardzo złego. Zostawił ją samą na dnie tej pustej rozkoszy. A ona nie, wciąż nie chciała sobie wierzyć. Wolała sobie wmawiać, że nie rozumie go wcale. Spełniając ten ostatni wobec niej obowiązek, poczuł się troszkę lepiej. Pomyślał, że jeszcze wytrzyma, że jeszcze zniesie.
Tego samego dnia zmusił ją, by mu powiedziała, że odchodzi. Tego dnia zmusił ją, żeby sobie złamała serce, w którym jeszcze pląsały płomyki nadziei. I powiedział sobie wreszcie, że jest wolny, że już nie musi się od niej opędzać, jak od natrętnej muchy. I już mu lżej było na duszy, i noce miał spokojniejsze, i brudnych kubków nikt nie zostawiał w zlewie, i nikt nie chciał już nim dzielić marzeń o domu z ogródkiem, i nikt nie krzyczał, i nikt o miłość nie prosił. Cichutko było wreszczcie. A ona odeszła ze słowami upchanymi w gardle głęboko, wiedziała, że mogłaby jeszcze długo wytrzymać. Do niedawna myślała jeszcze, że uda im się znieść wszystko do końca. Zamilkła więc i lżej jej się zrobiło na duszy, przestała płakać, ale noce stały się jakieś mniej spokojne.
Miesiącami potykała się o niego myślami, dziwiąc się ogromnie, że się już stali i że się nieodstaną. Że będzie tę wielką miłość ciągnęła za sobą, jak walizkę na skrzypiących kółkach. A wszyscy będą patrzeć i pytać, pytać, pytać.
Jak? Gdzie? Kiedy? A kto kogo? A dlaczego? A jak długo? A jak poważnie?
A ona myśli tylko o tym, że to się wcale nie stało, że się obudzi koło niego i że jutro kochał ją będzie głęboko patrząc w oczy. Że przytuli jego wiecznie zatroskaną głowę do nagich piersi i znowu poczuje się żywa, jak nigdy przedtem. I nikt jej nie uwierzy w te bzdury, że to miłość była.
Ona sama już powoli zaczyna wątpić. Gniewa się na siebie, bo ma tyle pytań, których mu przecież nigdy już nie zada. Na które jej nikt nie odpowie. Tylko ci mądrzy ludzie, co podkreślają, że niedługo będzie się z tego bardzo śmiała, a do niedawna tak przeżywała. Podążając za słowami tych wszystkich mądrych ludzi, co nic nie wiedzą o jej wewnętrznym ogrodzie, w którym kwiaty kwitną tylko na niebiesko. Słuchając tych mądrych ludzi, co przeżyli większe dramaty, klęski żywiołowe, i co im poumierali wszyscy bliscy, i że w ogóle to już by sobie dała spokój, bo to nudne się robi, jakby ona specjalnie tę dramę napisała, żeby publiczność swoją zabawiać. Postanowiła, że spróbuje posłuchać tych wszystkich mądrych ludzi, co ich głosy wpuszczała jednym uchem, wypuszczała drugim, na których patrzyła przez palce i przełykała ich rady uprzednio posypując solą. Postanowiła być cierpliwa, cyniczna i dla przyjaciół życzliwa. Uznała, że w tych okolicznościach, by twarz niebrzydką jakoś zachować poczeka na te wybuchy śmiechu, jak wielu czeka na lekarstwo na raka, czy na koniec świata
Reklamy

1 myśl w temacie “My, ja czy ty”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s